The  Day  After  No. 388-  Sylwester i biotechnologia

M. Janecka H. P. Janecki Chrobrego 27 26-600 UTH Radom Pl  

Tak Między Świętami  Nowym Rokiem i o  biotechnologii w Sylwestra
Kochani wrzucamy na luz??? Czytam sobie Ja Fronczewski Znak Kraków 2015str. 175    Adam Hanuszkiewicz  dyrektor Teatru Narodowego zatrudnił telegraficznie Zdzisława Maklakiewicza wysyłając mu telegram "Angażuję Hanuszkiewicz" ... Maklakiewicz odpowiedział również depeszą: "Gratuluję Maklakiewicz"
Taki Pasztecik z sieci wprost łyknięty:   Przy stoliku w Czytelniku
 Rozterki Konwickiego: " długo trwała niepokojąca cisza. Telefon tajemniczo milczał. "To" wisiało w powietrzu. Kiedyś wrócił do domu. Żona zdenerwowana:-  Zaczęło się. Dzwoni i dzwoni. Umył ręce, zjadł obiad...... Telefon.   Pan Konwicki? Dzwonię do pana od rana. Pan napisał "Apokalipsę"? - Ja - odpowiada Konwicki. - Tak pisać nie wolno. Tam jest przepis na maść przeciw łupieżowi. Przy jednej ingrediencji nie ma wartości wagowej. Żaden aptekarz nie chce mi tej maści zrobić. 

Stolik z opozycyjnym image'em obrastał mitem i nowymi twarzami. Chwilami stawał się tłumnym salonem. I bez rajfurzenia miał po kilka rzędów. Pojawiał się Edward Stachura i Arnold Mostowicz, Jarosław Marek Rymkiewicz i Andrzej Łapicki, przemykał Adolf Rudnicki z wiecznie tym samym pytaniem, "co o mnie mówią w Warszawie?" (by go zabić, starczyło powiedzieć "całkiem nic nie mówią"), Józef Kuśmierek wizjami katastrof zawsze siejący grozę, wiecznie roztargniony Ryszard Matuszewski, głaszczący kłębek sznurka ukryty w kieszeni, Jan Walc szarpiący tęgą brodę, na chwilę przystawał siadujący gdzie indziej Ernest B. ("fajnie chłopaki, zaraz do was doskoczę, tylko się pobuduję"), [Janusz] Głowacki, [Zbigniew] Herbert, Morgensternowie i stale odpędzany Jan Himilsbach, prawdziwy postrach stolika, zwykle mocno na gazie.

[Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75402,10055004,Przy_stoliku_w_Czytelniku___cz__III.html#ixzz3vvOXQsG4]
 

 Kolejna anegdota:  Dejmek wystawiał w "Narodowym" "Historyję o Chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim". Występowały tam dwie postacie aniołów - jeden grany przez Barbarę Krafftównę, drugi siłami Kaliny Jędrusik. Kiedy jeden anioł był na scenie, drugi czekał za kulisą i vice versa. Gdzieś za filarem, tuż pod tablicą "PALENIE WZBRONIONE" stał stolik, na nim podstawek od herbaty, a w nim zbiór niedopałków. Kiedy Kalina nie grała, wracała do talerzyka i, o ile palił się jeszcze jej papieros - że tak powiem - kontynuowała go. Za którymś razem napatoczył się strażak. Młody, niedoświadczony, służbista. Powiedział do niej: Tu nie wolno palić! Proszę natychmiast zgasić! Ona, obrzuciwszy go bezgranicznie zdziwionym spojrzeniem, odrzekła: "odwal się" i poszła grać na scenę. Przy następnym papierosie strażak przypiął się jeszcze natarczywiej, oburzony, że się go tu nie słuchają. Tym razem Kalina przyjrzała mu się uważniej i zaszczyciła odpowiedzią dłuższą: "spierdalaj, gówniarzu". Teraz już strażakowi było za wiele. Poczerwieniał od potwarzy, pobladł od zszargania przepisów, wziął wielki oddech i... Kalina właśnie musiała isć na scenę. Strażak, że już był odpowiednio nadęty, postanowił sobie na nią poczekać. Kiedy tylko anioł pojawił się znowu, poleciał doń taki, mniej-bardziej, tekst: "To pani jest gówniarz i, i, ja panią zmuszę!". Niestety, tym aniołem akurat nie była Jędrusik, tylko Krafftówna, nic jeszcze konfliktu nie świadoma, więc ją zatkało. Pobiegła przed siebie, a napotkawwszy Dziewońskiego, opowiedziała mu o napaści, której doświadczyła. "Dudek, zrób coś, przecież nie powinni nas w teatrze jacyś Moskale w mundurach poniżać!" Już ja Cię pomszczę! - krzyknął Dudek i pobiegł szukać strażaka, a znalazłszy krzyknął: " Nie będziesz ty, chamie, nam więcej dam obrażał" i teatralnie spoliczkował go rękawiczką.
Strażak - że nie był to ten sam, który Krafftównę poniżał - pobiegł zaraz do dowódcy swojej drużyny, gdzie złożył skargę na napaść na służbie ze strony jakiegoś dziwacznie ubranego i bezczelnego typa. Dowódca potraktował sprawę jak najpoważniej, więc wraz z poszkodowanym strażakiem udali do dyrektora Dejmka: "Panie dyrektorze, przed chwilą napadnięto mojego podwładnego w trakcie pełnienia, i ja proszę o wszczęcie kroków w tej sprawie, bo będę musiał złożyć raport!"
- Dobrze, ale kto? - mówi dyrektor.
- Nie wiem. Jakiś... aktor! - odpowiada dowódca.
- Ale który, na Boga, bo ja mam ich tutaj wielu.
- No, taki... z taką chamską mordą.
- Acha - mówi Dejmek. Sięga po mikrofon i beznamiętnym tonem wygłasza: "Zawołajcie mi tutaj Siemiona, proszę". [http://www.poszepszynscy.info/forum/index.php?topic=1406.520;wap2 ]. Tak na Marginesie podobno Polscy Aktorzy  korzystali z produktów biotechnologii w sposób radosny:
Reżyser ruga aktora: "Pan się spóźnił na próbę! Pan jest pijany!". Aktor odchodzi na stronę i mruczy pod nosem "A co mi taka uwaga wnosi?". [http://www.polskieradio.pl/8/2222/Artykul/676892,Najlepsza-anegdota-wywodzi-sie-z-bufetu]. Odrobinę czarów [http://www.krystynajanda.pl/gdy-suwak-trzasnie ].

Endogenous formation of morphine in human cells  https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC521124/
Role of endorphins discovered                                 http://www.pbs.org/wgbh/aso/databank/entries/dh75en.html 
Happiness, Exercise and Endorphins                        http://science.howstuffworks.com/life/exercise-happiness2.htm 
 Nie lubie Poniediałku                                                 https://www.youtube.com/watch?v=PUcbuqRveE4

Miłej lektury .....uwagi ślijcie proszę na Berdyczów.

Wkręcający: H.P. Janecki

 2015-12-31 20:19:49